środa, 16 marca 2016

progressively passive

W odpowiedzi na Twe pytane.

Życie  nie płynie już mniej więcej od miesiąca;
Jest bardziej zawieszone na jakiś monotonnym etapie,
a ja zostałam bezczynna,sama ze sobą,zapychając niemoc
jałowym rozedrganiem,karmiąc się resztkami z twego stołu.

Głód porażająco nie liczy się z upływającym czasem

Wszystko już pousuwałam  i nie wiem co dalej.
Z każdą chwilą nie ma mnie coraz bardziej.


ulgi

wtorek, 15 marca 2016

melting fictions factory

Dopiero wieczorami,kiedy bezdrzewne miasto tonie już w niekończącym się arktycznym zachodzie słońca, malce włóczą się w amoku po ulicach, a pary klecą tratwy z odłamków lodowca,wychodzę zaczerpnąć powietrza. 

To tu,na tym skutym lodem wybrzeżu unosimy się,topiąc się we własnych,parzących objęciach na naszej tratwie z kry lodu.

Topię się,zamarzam,wypływam na nowo.

czwartek, 10 marca 2016

Komizm tragiczny

Czerwień - symbol potęgi męstwa,radości,szczęścia,energii,nieprawości,choroby,zdrady,kłamstwa.
Cóż,trzeba być głupcem by spodziewać się tu jakiejkolwiek jednoznaczności.

Moje dłonie,niegdyś barwione szkarłatem,
jak śnieg wybieleją,skostnieją.

I nawet gdyby,na powrót zaczerpnąć garściami 
z twego mętnego zdroju,to po te jedyne,by liczyć kręgi na dnie.


poniedziałek, 7 marca 2016

Caput mortuum


Woda nie obmyje
Na moim czole czerwonego pasu.
Widzisz,czy widzisz, jak korona ryje?
Dwudziestoletnie życie w głębi lasu
Nie zagoiło rany. Pas na czole,
A drugi taki pas mi serce płata;


Trajektoria płytek na chodniku.
Samotnych rękawiczek bez liku.
Policzki niegdyś muśnięte szkarłatem
Blakną wraz z dymem.
Banalna nadzieja na odżycie latem,
Ulatuje z kolejnym źle dobranym rymem

Luźno rozrzucone wewnętrzne wątki
Spinasz drewnianym,szorstkim korpusem
Wątłe uśmiechy,szczęścia zaczątki?
Wysupłać próbuję spod zaschniętych łusek.

Od czasu ostatniej próby czuję, jakby mnie tu nie było. Co chwila zamykam oczy i czekam, aż obudzę się gdzieś indziej - aż skończę śnić ten abstrakcyjny sen o rozbudowanej fabule.


sobota, 5 marca 2016

małe poranne ukłucia tęsknoty

syntetyczne współczucie,polimerowe włókna ekstazy,
chronią szare podwzgórze od pragnienia zarazy
wchłaniając zarzewia smutku,gasnąc powolutku
rozwijają pąki puszyste,zacierając wspomnienia mgliste,
łaknąc skutku

kłębki wstydu różowe,grupy etylenowe
tysiąc kwasowych kąpieli,plewa od ziaren oddzieli,
wszczynając animozje

wewnętrzne serca korozje,w izbach kiepskich hosteli,
tysiące serc marzycieli,tonie we własnych odmętach

z odzysku uśmiechy,namiastka czułości,

mdłości

lepkie,miodowe zachody słońca,różnobarwne,tęczowe siniaki,cukrowe szaleństwo,zapach surowego drewna i dużo pięknych słów.