Woda nie obmyje
Na moim czole czerwonego pasu.
Widzisz,czy widzisz, jak korona ryje?
Dwudziestoletnie życie w głębi lasu
Nie zagoiło rany. Pas na czole,
A drugi taki pas mi serce płata;
Trajektoria płytek na chodniku.
Samotnych rękawiczek bez liku.
Policzki niegdyś muśnięte szkarłatem
Blakną wraz z dymem.
Banalna nadzieja na odżycie latem,
Ulatuje z kolejnym źle dobranym rymem
Luźno rozrzucone wewnętrzne wątki
Spinasz drewnianym,szorstkim korpusem
Wątłe uśmiechy,szczęścia zaczątki?
Wysupłać próbuję spod zaschniętych łusek.
Od czasu ostatniej próby czuję, jakby mnie tu nie było. Co chwila zamykam oczy i czekam, aż obudzę się gdzieś indziej - aż skończę śnić ten abstrakcyjny sen o rozbudowanej fabule.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz